sobota, 15 października 2016

Mój synek...


Kiedy patrzę na mojego śpiącego synka to najpierw zalewa mnie fala ciepła i czułości. Oczywiście te uczucia są wymieszane z dumą, że moje ciało potrafiło stworzyć lub przyczynić się do stworzenia tak idealnej istotki. Mój syneczek jest śliczny. Piękniejszego dziecka wyobrazić sobie nie mogłam! Jego uśmiech burzy każde napięcie, a ciepło tego maleńkiego ciałka jest fundamentem miłości. Także tej mojej i jego tatusia. 

Ale... (no jakieś ale zawsze być musi)

Gdy tak patrzę na mojego synka (śpiącego bądź nie) przychodzi otrzeźwienie i widzę te cholerne płytki. Ile ich jest teraz? Ile będzie ich jutro? Kiedy kolejne toczenie? Kiedy będzie bezpieczny?

Po chwili...

Ta wybroczynka już tu była?! Szczęście połączone z paniką. Uczucie przytłoczenia z pragnieniem normalności. Takie jest to moje macierzyństwo. Jest też odkrywaniem własnej wytrzymałości. Opanowania i cierpliwości. Jest nocnym wstawaniem... To także uśmiechy, gaworzenie i odkrywanie otaczającego świata... Do tego odkrywania zaliczają się balony, które mój synek chyba lubi ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz